Zgodność tematyczna nie jest czynnikiem rankingowym. Tylko wartościowe linki się liczą?

Algorytmy Google nie są w stanie (jeszcze) zweryfikować tematyczności treści, zamiast tego polegają na sygnałach, które według Google towarzyszą „zgodności z treścią oraz wartości”. Tą wypowiedzią, opublikowaną na twitterze Danny Sullivan spuścił bombę na SEOwców na całym świecie. Pod jego wpisem rozgorzała zażarta dyskusja na ten temat.

Content Marketing to nie konkurs popularności.

Bill Slawski. Dyrektor SEO w Go Fish Digital zaproponował własną interpretację tego, jak w takim razie działa algorytm wyszukiwania. W jego ocenie kluczową rolę w budowaniu wiarygodności treści odgrywa jej popularność. Sullivan natychmiast sprostował, „Nie. To nie popularność.” Rozwinął później swoją odpowiedź, stwierdzając, że sama popularność byłaby zbyt prostym punktem odniesienia oraz trudno byłoby ją zastosować do nowych treści, które stanowią 15% dziennych wyszukań w Google.

Z odpowiedzią Sullivana nie zgodził się wywodzący się z MOZ analityk sieci Rand Fishkin. Zwrócił on uwagę na wysoki współczynnik dokładności algorytmów Google przy dopasowywaniu wielu zapytań, jak filmografia, informacje turystyczne czy pogoda. Google na podstawie zawartości treściowej potrafi w tych wypadkach niemal idealnie dopasować uzupełniające wyniki, co przeczy wypowiedzi Sullivana.

Wśród licznych wypowiedzi innych SEOwców padają przykłady typów zapytań, w których Google cechuje się wysokim rozwinięciem sztucznej inteligencji, niewiele ustępując w dopasowywaniu treści użytkownikom. Zwrócono również uwagę na fakt, że Google samo podaje odpowiednie treści do zapytania, jako jeden z czynników rankingowych.

Czyżby więc odpowiedź Dannego Sullivana miała jedynie na celu zaciemnienie sytuacji i ukrycie pełnych możliwości algorytmów wyszukiwarki?

Autorytet ma znaczenie.

W celu poprawy jakości wyników prezentowanych przez wyszukiwarkę, Google na przestrzeni kilku ostatnich lat, rozpoczęło lub wzięło udział w kilku dużych projektach, mających na celu poprawę jakości tego, co każdego dnia możemy znaleźć w sieci.

W kwietniu 2017 roku Google uruchomiło projekt o nazwie Owl. „Sowa” kładła nacisk na treści niosące wysoki autorytet. Użytkownicy otrzymali również możliwość wysyłania feedbacku odnośnie autouzupełniania, podpowiedzi wyszukań oraz snippetów.

Również w 2017 Google przystąpiło do „The Trust Project” mającego na celu poprawę jakości wyników pojawiających się w „Newsówce”. Twórcy projektu „Trust” postawili sobie ambitny cel wyeliminowania z wyników wyszukiwania twórców fake newsów oraz treści wprowadzających w błąd, poprzez dostarczanie nierzetelnych informacji i informacji niezgodnych z tytułem Clickbaitów.

Udział Google w projekcie Trust położył podwaliny pod E-A-T. Google opracowało listę „wskaźników zaufania” dla wydawców treści. W danych strukturalnych publikacji wydawcy powinni zamieszczać informacje o autorze treści, jego wiedzy eksperckiej w zakresie publikowanych treści, źródle z którego pochodzi informacja, typie treści i tym podobnych. Finalnie część z tych informacji, jak autor oraz w przypadku przedruku źródło treści, znajdują się w chwili obecnej w stopce publikowanych treści.

Tanie linki nie mają wartości

Do selekcji źródeł linkowania przy każdym projekcie można podejść na dwa sposoby.

  1. Wybieramy tanie linki, kierując się zasadą, że im więcej linków tym Google częściej nas odwiedzi.
  2. Kierujemy się jakością portali, wybierając te, które generują prawdziwy ruch i angażują czytelników.

Zakładając, że Google w celu zdeterminowania jakości treści bada reakcje odbiorców na tą treść, musimy skupić się na selekcji portali posiadających użytkowników o wysokim stopniu zaangażowania. Prócz czynników takich jak Trust Flow i Citation Flow znaczenia nabiera baza użytkowników w mediach społecznościowych i poczytność treści.

Wiele stron sprzedających publikację artykułu z linkiem, są to strony bez autorytetu w Google stworzone jedynie w celach dochodowych w modelu handlu linkami. Nie posiadają one realnych odbiorców lub społeczności w social mediach. Część z nich wykupuje użytkowników dla swoich kont na Facebooku w celu uwiarygodnienia.

Jak się ochronić przed portalami o niskiej wartości? Prócz standardowych czynników warto sięgnąć do narzędzi takich jak Similarweb lub po prostu sprawdzić aktywności pod artykułami na stronie oraz na Facebooku. Liczba Like i Share może być wymiernym wskaźnikiem aktywności czytelników portalu.

Jaka jest więc przewaga portalu o wysokim autorytecie od strony stworzonej w celu linkowania?

Treści na stronach o niskim autorytecie mogą być wcale nie indeksowane lub w przypadku braku reakcji na ich publikację ze strony czytelników, mogą zostać potraktowane jako materiały niskiej wartości i Google pominie linki znajdujące się w nich. Generowanie dużej ilości tanich linków może się więcej okazać bardziej aniżeli nam się to wydawało zwykłym przepalaniem budżetu, aniżeli wartościowymi z punktu widzenia klienta działaniami.

W DNS Group dla naszych klientów inwestujemy w linki wysokiej jakości, przedkładając ich jakość ponad cenę. Nasze zaplecza prowadzimy jako portale tworzone z myślą o użytkownikach, dbając o zasady E-A-T i budując ich autorytet w Google. Dzięki temu nasze działania Off-Site prowadzimy w sposób skuteczny.

Udostępnij:

Karol Michałowski